Deutsche Bank idzie śladem JP Morgan?

Pamiętacie bank, który w grudniu potencjalnie mógł chcieć zachwiać notowaniami złotego lub jego pracownicy wykazali się zupełnym brakiem profesjonalizmu? To JP Morgan. Teraz z prognozami kursu złotego miota się DB, jeden z głównych market makerów na rynku PLN i „gruba ryba” na globalnych rynkach finansowych. Celowa zagrywka?

W październiku 2008 r. JP Morgan wypuścił niechlujny raport, gdzie pomieszał różne dane i nieobiektywne je porównał. Efekt? Zaszkodził złotemu. W listopadzie zaszalał na GPW („fixing cudów”). W styczniu 2009 r. ostro ściął prognozy dla polskiego PKB, co znów wywołało wyprzedaż złotego. Wiele wskazywało na to, że to JP Morgan był też jednym z większych odbiorców opcji walutowych, jakie wystawiali krajowi przedsiębiorcy. Osłabienie naszej waluty pozwoliłoby mu zarobić olbrzymie pieniądze. Scenariusz gry na osłabienie PLN wydawał się więc racjonalny… Ciekawa była jednak aktywność amerykańskiego banku w grudniu 2008 r., kiedy najpierw JP Morgan zaprognozował szokująco mocne umocnienie złotego (w rok z 4 do 2,81 zł za euro). Zauważając to, wywołaliśmy burzę. Bank najpierw groził nam prawnikami i sądami, później brnął dalej i żenująco tłumaczył się „czeskim błędem” – zamianą dolar/euro (to był z wielu powodów zupełny nonsens), potem skorygował niby błąd – ale nie zgadzały się kursy krzyżowe (kolejna żenada), by po jakimś czasie wreszcie wyprostować swoje przewidywania… Narobił jednak sporo zamieszania.

Do poczytania w wolnej chwili dla tych, którzy nie do końca pamiętają tamtą sytuację:

http://www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=55f0336d-93c6-4732-b035-180890434d7b

http://www.pb.pl/a/2008/12/11/JP_Morgan_mowi_sorry

http://www.pb.pl/a/2008/12/11/JP_Morgan_brnie_dalej

http://www.pb.pl/a/2008/12/15/JP_Morgan_wreszcie_sie_doliczyl

JP Morgan przycichł i zajął się wreszcie mniej kontrowersyjnymi sposobami robienia biznesu. Tymczasem na rynku złotego „mąci” ostatnio Deutsche Bank. Można mieć wrażenie, że ostatnie raporty BNP Paribas i Saxo Bank (sprzedawajcie złotego i polskie obligacje) mogły stać się elementem medialnej walki o słabego złotego wytoczonej przez zainteresowanych tym dużych inwestorów. Założenia przyszłorocznego budżetu nie powinny przecież nikogo zdziwić, a co dopiero zaszokować. Instytucje te nie są jednak „grubymi rybami”. Co innego Deutsche Bank – jeden z głównych market makerów na rynku złotego i „big fish” na globalnych rynkach. Raporty DB czytają praktycznie wszyscy liczący się inwestorzy. I co widzą?

Na początku września prognoza na koniec 4Q2009 mówi o 4,7 zł za euro. OK., każdy może mieć swoje zdanie. Tylko że już 17 września Gillian Edgeworth, londyńska ekonomista DB, mówi w wywiadzie o nagłej zmianie prognozy EUR/PLN do poziomu 3,9. To olbrzymia zmiana dla rynku walutowego http://www.pb.pl/a/2009/09/17/Deutsche_Bank_kupujcie_zlotego)! No ale OK., może faktycznie analitycy wreszcie dojrzeli piękno, siłę i moc w fundamentach naszej gospodarki ;) Hola, hola! Patrzę na dzienny raport DB, jaki wysyła polski oddział i co widzę? 4,3 zł za euro w grudniu. Hmm… Gdybym był eksporterem, importerem lub miał duży kredyt walutowy, to bym miał nieźle zdziwioną minę. A tak jedynie zaciekawiłem się sprawą. Zajrzałem do miesięcznego raportu DB o Emerging Markets datowanego na 17 września. Okazuje się, że niby prognoza DB mówi o 4,3 zł za euro, ale…. jednocześnie rekomendowana 3-miesięczna strategia na rynku walutowym to short EUR/PLN do 3,9. Co ciekawe, prognoza 4,7 wciąż znajduje się w serwisie Bloomberga, gdzie zaglądają inwestorzy z całego świata…

Zamieszanie wśród globalnych inwestorów, którzy nie mają czasu na wgryzanie się w meandry krajowej makroekonomii czy skrupulatne czytanie wielu raportów z wielu źródeł na temat walut regionu, murowane. Jeśli nie wiedzieli, po której stronie rynku się opowiedzieć (ostatnio kurs EUR/PLN to 4,1-4,15), to pewnie dali sobie spokój ze złotym. A to zmniejsza płynność rynku i pozwala „grubym rybom” łatwiej robić to, co im akurat pasuje…

Znajomy szef działu analiz w jednym z krajowych domów maklerskich poddał mi taką oto myśl: skoro w prywatyzacjach wartych dziesiątki miliardów złotych, które są planowane na najbliższe kwartały, przynajmniej jedną trzecią zamierzają wziąć Niemcy, to interesy największych klientów tamtejszych instytucji są jasne – mieć w dłuższym terminie pewny zarobek na różnicach kursów walutowych, a nie tylko liczyć na zyski z zakupionych akcji… Całkiem interesująca teoria… Co o niej myślicie? Może macie własne rozwiązania co do zagadkowego żonglowania liczbami przez DB?

P.S. Czekam na odpowiedzi Gillian Edgeworth na kilka nurtujących mnie pytań…

P.S.2. 16.11.2009 – do tej pory nie doczekałem się… komentarze?

Jeden komentarz

  1. wszystko już powiedziane, każdy ma pewnie takie samo zdanie, że niechluje, nieuki, nieprofesjonaliści i do tego krętacze. I pomyśleć, że płaca im grube miliony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.