Z euro jest jak z kursem Polnordu

Nie obecne 4,1, ale może 3,5 lub jedynie 2,7 zł za euro? To nie bajki. Kredyty we frankach same się zaczną spłacać, a eksporterzy powinni zacząć się bać?

To wyliczenia Merrill Lynch Bank of America i Goldman Sachs oraz prognozy UBS – dużych globalnych i znanych banków. Czy zatem kredyty we frankach czy euro same się zaczną spłacać, stanieją telewizory, wycieczki zagraniczne, a eksporterzy pójdą z torbami?

Atmosferę na rynku złotego podgrzał najnowszy raport Merrill Lynch Bank of America z cyklu „FX Compass”, w którym fair value jest dużo, dużooo powyżej obecnego kursu. Aby wszystko było w równowadze – wg ML BoA – euro powinno kosztować 2,69 zł, a dolar – 2 zł. Jako że wczoraj średni kurs USD to blisko 2,77 zł, a euro – 4,1 zł, widać duże dyskonto. Zdaniem Amerykanów, jest ono w przypadku PLN największe ze wszystkich analizowanych walut (np. węgierski forint jest notowany po wartości godziwej). Pod koniec października fair value 3,54 zł za euro podał Goldman Sachs.

Tymczasem nagłych ruchów na złotym nie widać. Wartość spłacanych rat kredytów w CHF czy EUR nie spadła o 35 proc., sprzęt elektroniczny z Azji nie jest znów tak tani, jak w wakacje 2008 r. (dolar po 2 zł), a eksporterzy spokojnie działają… Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Wartość godziwa to tylko wyliczenia. Najlepiej demonstruje to bardziej namacalny niż waluty przykład. Weźmy na tapetę Polnord, dewelopera do niedawna z WIG20. Analitycy branżowi wyliczali wartość likwidacyjną spółki (ma sporo gruntów) na nawet ponad 100 zł na akcję, a kurs pikował do 20 zł. Nawet dziś papiery można kupić po mniej niż 40 zł, kierunek jest jasny. A przecież nie ma teoretycznie pewniejszej wartości godziwej niż likwidacyjna (nie bierzemy pod uwagę prognoz zysków etc.). Nic, tylko wyprzedać majątek i skasować premię. A jednak…

Tak samo jest z bardziej wirtualną rzeczą jak waluta danego kraju. Tym bardziej, że zamiast patrzeć na parytet siły nabywczej, wzrost gospodarczy i inne zalety naszej gospodarki, można zajrzeć pod dywan, jak robi NBP. I co tam znajduje? Długi i problemy – pogorszenie salda obrotów bieżących i kapitałowych oraz wzrost ryzyka fiskalnego (wysoki deficyt budżetowy i szybkie narastanie długu publicznego). Efekt? Pod koniec przyszłego roku euro ma kosztować… 4,5 zł!

Teraz zastanówmy się, kto ma rację (czekam na komentarze). Moim zdaniem, ekonomiści z zagranicznych banków. Dlaczego? Na rynkach w praktyce bardziej liczy się nastrój, nastawienie niż bilanse. Poza tym, jak porównywać tabelki, skoro np. Węgry dostały silne wsparcie od MFW (kredyty) i mogą częściowo wyglądać lepiej, ale to jedynie maska? Dodatkowo, duzi gracze zarabiają olbrzymie pieniądze wtedy, gdy coś się dzieje i dlatego przeciągają trendy. To był jeden z powodów, dla których na początku roku euro doszło do 4,9 zł, podczas gdy latem 2008 r. kosztowało 3,2 zł… Wszystkie modele fair value złotego, jakie widziałem, pokazywały maksymalnie 3,6-3,8 zł za euro. I co z tego?

Kierunek złotego jest jednak obrany na kilka lat – będzie aprecjacja (fair value jest dobrym drogowskazem), choć może po drodze jeszcze bujać. „Trend is your friend” – pamiętajmy o tym :).  A w przyszłym roku będą go wspierać duże prywatyzacje, na które zagraniczni inwestorzy będą potrzebowali miliardów złotych. Do tego wymiana funduszy europejskich itd. Wiadomo, że gra będzie cały czas się toczyła, aby kupić taniej, sprzedać drożej. Do tego szaleństwa warto podchodzić jednak z dystansem i korzystać z rynkowych okazji (nierównowag).

Dla porządku podaję, że sam ML BoA prognozuje, że aprecjacja złotego będzie stopniowa. Euro po 3,85 zł za kwartał i po 3,55 za rok. UBS z początku listopada: na koniec 2010 r. dolar będzie wart 2,4 zł, a na koniec 2011 r. – 2,19 zł. Kurs euro wyniesie na koniec przyszłego roku 3,6 zł, a na koniec 2011 r. – 3,5 zł.

I ciekawostka do przeczytania w wolnej chwili, skoro jesteśmy w temacie walut: o tym, jak wcześniej duże instytucje motały się ze swoimi prognozami/raportami.

A Wy jaki kierunek obstawiacie dla złotego? Zachęcam do dyskusji w komentarzach.

Zawartość tego serwisu to wyraz osobistych poglądów autora, które nie stanowią “rekomendacji” w rozumieniu przepisów prawa, a każdy element serwisu hosssa.pl jest chroniony prawem autorskim.
Przeczytaj “
Prawa autorskie i zastrzeżenia prawne.

13 komentarzy

  1. 4.5 a 2.7 to kosmiczna różnica!! jestem eksporterem i co mam teraz zrobić???? na EUR 100m różnica to PLN 180m!!! Hedging tu nic nie pomoże!!! Kiedy wreszcie wejdziemy do euro zone????? PO i Polsko – zadbaj wreszcie o swoich przedsiębiorców, którzy tworzą miejsca pracy i płacą podatki!!! Inaczej wszyscy znikniemy pod naporem Chińczyków i innych żółtków!!!

  2. Skrzypaek z NBP chce zaszkodzić Platformie i dlatego takie rpgonozy NBP publikuje. Ot co. I nic więcej. Taka ciuciubabka. Zgadzam się z Autorem w 100%, że kierunek jest tylko jeden z fundamentów i techniki – euro po 3-3,5 zł a dolar po 2 zł. Inaczej być nie może, a kwestia kiedy – 2010 czy 2011 czy 2012 – to drugorzędna sprawa dl a mnie. Pozdrawiam z Toronto!

  3. Szanuję każde zdanie, ale przyznaję, że to akurat mocno mnie zdziwiło. Jeśli krytyka, to proszę konstruktywnie – co i dlaczego jest nie tak? W którym miejscu tok myślenia się nie zgadza? Taki komentarz, jak napisał ‚marek’, nic nie wnosi i przez to nic de facto nie znaczy :(
    Pozdrawiam i zachęcam do dyskusji, ale na argumenty,
    AB

  4. Nasza gospodarka jest dosyć silna i złoty będzie się umacniał, ale ważne jest żeby przez głupie gierki polityków inwestorzy od Polski się nie odwrócili

  5. fair value to fair value i czy to sie komus podoba czy nie to do niego idziemy. taka jest prawda. takie sa fakty. kto chce kopac sie z rynkiem niech sie kopie ale kierunek jest tylko jeden na najblizsze lata. zgadzam sie z Autorem w 1000% i znam sprawe od strony duzego banku inwestycyjnego. Polska sie interesuje i swoje wie jak bedzie, bo sam sie o to zatroszczy… taka jest niestety prawda, ze to duzi gracze kreuja rzeczywistosc a nie odwrotnie. Przy okazji – gratuluje bloiga, bardzo fajny, dodalam juz subskrypcje i czekam na kolejne odcinki.

  6. Wyliczenia fair value opierają się na wielu założeniach, które w z dnia na dzień mogą ulec zmianie. Szczególnie w obliczu braku politycznych kroków zmierzających do poprawy sytuacji fiskalnej państwa nie zdziwiłabym się jakby szacunki te uległy zmianie już w 2010 r.Bez względu na to czy to wielkie instytucje „rozdają karty” czy też nie (chociaż sądzę, że tak), to gra wbrew fundamentom nie opłaca się w dłuższej perspektywie. Dlatego kluczowa jest, moim zdaniem, naprawa finansów państwa. Bardzo fajny blog, gratuluję pomysłu i ciekawych przemyśleń.

  7. Ciekawe obserwacje.
    Jednakże mam nadzieje, że dolar choć na troche wzrośnie do 3,50-3,70zł. Później może spaść do 2,00 zł. i tak powinien pozostać.
    Bardzo fajny blok. I tak trzymać. Gratuluję.

  8. Zgadzam sie z Panem ze duzi gracze lubia ‚przeciagac’ trendy. dziwi mnie jednak ze dopiero teraz zauwazyli ze pln czeka aprecjacja a nie przy euro/pln 4,90 na poczatku roku – troche pozno ;)
    co wiecej sa oni graczami i maja swoj interes wiec trudno o obiektywizm i wiarygodnosc – to raczej dobry PR wspierajacy ich pozycje na rynku zajeta juz wczesniej.
    Tusk i spolka do wyborow beda zamiatac problemy pod dywan a potem jesli koniunktura w gospodarce nie pomoze budzetowi to ratuj sie kto moze.
    Mysle ze przyszly rok 2010 bedzie duzo gorszy od 2009 dla pln i gpw. spadki i udeptywanie twardego dna. Optymistyczne zakonczenie jest takie ze 2011 i 2012 to beda znakomite lata gpw – szczegolnie male spolki (swig80)
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.