Jesteśmy światowym liderem walki z kryzysem…

…czyli jak przedwyborczy sukces jest efektem zwykłego szczęścia. Nie warto jednak bazować wyłącznie na nim…

PAP, a za nim najlepszy portal informacyjny (oczywiście chodzi o pb.pl ;) ), doniósł właśnie o niezwykle mocno brzmiącej i krzepiącej serca Polaków wypowiedzi Zbigniewa Chlebowskiego, szefa klubu PO i sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Oto ona:

„Wzrost PKB o 0,8 proc. w pierwszym kwartale pokazuje, że Polska jest liderem w walce z kryzysem nie tylko na skalę europejską, ale i światową”

Pomimo całej sympatii do Platformy, bardzo trudno nazwać Polskę światowym liderem walki z kryzysem. Przede wszystkim, nie ma u nas kryzysu na taką skalę jak w Niemczech, Irlandii, krajach nadbałtyckich czy USA. Poza tym, nasz rząd tak naprawdę mało co zrobił, by walczyć z naszym spowolnieniem. Dobrze działa ratujący deweloperów program kredytowy „Rodzina na swoim”, ale istnieje on już od dłuższego czasu. Szumnie zapowiadana pomoc w sprawie opcji walutowych leży. Przedsiębiorcy mocno zdumieli się również na zasady przyznawania gwarancji kredytowych. W praktyce nie ma więc żadnego programu antykryzysowego. No może oprócz nieoprocentowanych pożyczek dla osób tracących pracę i spłacających kredyty hipoteczne. Tylko że akurat to na PKB wpłynie marginalnie, a do tego dopiero w przyszłych okresach. Co takiego państwo zrobiło, by pomóc gospodarce w I kw.? To smutne, ale nie widzę nic specjalnego… To niby dobrze, bo nie było miejsca na błędy, ale jednak czuję duży niedosyt… Cięcia wydatków ministerstw to stanowczo za mało.

Oczywiście nie jestem zwolennikiem mocnego zadłużania kraju i szerokiej, bezmyślnej stymulacji fiskalnej, bo mogłoby to się bardzo źle skończyć dla naszej gospodarki przy obecnych jej wskaźnikach. Cieszę się więc, że to nie liderzy opozycji są u steru władzy. Jednak nic nie robienie i czekanie, aż inni rozwiążą problemy, a my niejako na gapę przyłączymy się do odbicia to niekoniecznie dobra strategia. Zatory płatnicze w firmach niebezpiecznie szybko rosną, opcje walutowe drenują budżet i stają się problemem kredytowym, a banki ograniczają kredytowanie przy wysokiej awersji do ryzyka. W tym kontekście odtrąbienie, że jesteśmy liderem walki z kryzysem i to na skalę światową (!) wydaje się nieco groteskowe. Tym bardziej, że wynik 0,8 proc. r/r na plusie jest zgodny z oczekiwaniami rynkowymi. Warto zwrócić uwagę, że m.in. wartość dodana w przemyśle spadła o 5,9 proc. r/r, krajowy popyt skurczył się o 1 proc. i zmalała także stopa inwestycji.

Osobiście uważam, że najgorsze w realnej gospodarce mamy dopiero przed sobą i jest to kwestia drugiego półrocza. Otuchy dodają mi znani ekonomiści, którzy sądzą tak samo. W tym kontekście szczególnie warto poczekać z oceną dokonań antykryzysowych. I proszę mi uwierzyć, że jestem urodzonym optymistą, a kryzysowe obrazki chciałbym oglądać jedynie na kartach historii sprzed wielu lat. Nie ma co szerzyć czarnowidztwa i straszyć, ale dobrze mieć kontakt z rzeczywistością i liczyć się z tym, że cały rok Polska może zakończyć z lekko ujemną dynamiką PKB. To i tak byłby rewelacyjny wynik w porównaniu do wielu gospodarek, ale obecne wysiłki, nawet w czasie kampanii przed wyborami do Europarlamentu, warto skierować na rzeczywiste działania pomagające gospodarce, a nie na przedwczesne świętowanie. W przeciwnym wypadku przed kolejnymi wyborami może nie być już tak wesoło. Czego oczywiście nikomu nie życzę. Panowie z rządu, mocno zachęcam więc do solidnej pracy, a nie pozornych ruchów! Mam kilka pomysłów, więc jeśli tylko chcecie, mogę Wam pomóc ;)

Jakie jest Wasze zdanie o mistrzostwie świata w działaniach antykryzysowych i co doradzacie rządowi? Piszcie komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.