Jak przemienić panikę z 2008 r. w zyski w 2009 r.?

To pytanie zadaje sobie pewnie wielu inwestorów. Amerykanie napisali na ten temat obszerną książkę, ale odpowiedź jest bardzo prosta. Poznaj ją i nie zmarnuj swojej „życiowej szansy”!

Wyobraź sobie, że wchodzisz do salonu, gdzie błyszczą nowiutkie BMW serii 7 czy sportowe M Coupe. A ty możesz płacić za nie jak za twoją używaną Toyotę. Czy przegapiłbyś tę życiową szansę, czekając aby ceny wystrzeliły w górę, żeby dużo więcej zapłacić za samochód twoich marzeń?” – pytają David i Tom Gardner, twórcy firmy doradczej Motley Fool i fool.com, jednego z bardziej znanych anglojęzycznych portali finansowych (ma 5 mln unikalnych czytelników miesięcznie, czego życzę dynamicznie rosnącemu pb.pl). Cóż, akurat nie jeżdżę Toyotą, a najnowsze BMW nie są moim numerem jeden ;)

Ale dobrze wyczułem, że to analogia do obecnej sytuacji na rynku akcji.

Zakup akcji może być ostatnią rzeczą, o jakiej teraz myślisz. Daj mi jednak 5 minut, a przekonam cię, że teraz jest czas nie tylko do myślenia o inwestowaniu. To jest najlepszy czas do inwestowania, być może w całym naszym życiu!” – tak bracia Gardnem przekonują dalej do zakupu ich książki „The Motley Fool Million Dollar Portfolio” (weszła na rynek 30.12.2008).

Awersja do akcji wśród drobnych inwestorów jest w USA jednak prawdopodobnie na tyle duża, że mało kto poświęcił te „5 minut”, a sprzedaż książki jest daleka od założeń. Tak przynajmniej można wnioskować po 40 proc. przecenie na amazon.com (teraz kosztuje $16,19). Skoro większość na rynku kapitałowym rzadko ma rację, to może właśnie warto teraz mocno wejść w akcje i nie spóźnić się z decyzją? Twórcy Motley Fool przytaczają trzy fakty:

  1. Rynek niedźwiedzia zdarza się przeciętnie co pięć lat. Trwa około 15 miesięcy i kurczy portfele zdywersyfikowanych inwestorów o jedną trzecią.
  2. Rynek byka trwa przeciętnie przez pięć lat i przynosi inwestorom 166 proc. zysku.
  3. 21 listopada zeszłego roku DJIA był prawie 50 proc. poniżej kursu sprzed 14 miesięcy.

Wynika z tego, że właśnie powinien rozpoczynać się rynek byka, a portfele inwestorów, którzy nakupili tanich akcji, powinny zaczynać szybko pęcznieć. Prawda jest taka, że wielu inwestorów przesypia okazję i wchodzi na rynek dopiero, kiedy widzi, jak znajomi już się wzbogacili. Tylko że wtedy kupuje na górce i staje się „dawcą kapitału”. Tak jak się działo często również w Polsce w I półroczu 2007 roku.

Warren Buffet kupuje akcje właśnie teraz, więc może też dopełniać portfel? Zobaczmy co proponują bracia Gardner. Przede wszystkim dla indywidualnego inwestora z wielu względów optymalne jest podobno trzymanie w portfelu papierów 12 spółek (np. z powodu ograniczonej percepcji). Tu akurat osobiście postawiłbym na indywidualizm, bo dla każdego optymalna może być różna liczba monitorowanych papierów. Co dalej? Ważna jest świadomość własnej niedoskonałości i akceptacja możliwych błędów. Tu jak najbardziej trzeba się zgodzić, bo nawet najlepsi analitycy, zarządzający i eksperci czasem popełniają błędy. Najważniejsze, to umieć czerpać z nich naukę. Co jeszcze?

Najwięcej trudu należy włożyć w znalezienie właściwych akcji, które razem stworzą portfel dobry na każde czasy (okres pojedynczej inwestycji to w założeniu co najmniej rok). Bo przecież sama taniość w porównaniu do szczytów z 2007 roku nic nie mówi. Święta racja. Jako zwolennik inwestowania fundamentalnego apeluję do wielu komentatorów, by to stwierdzenie wzięli sobie do serca i przy okazji mówienia, że „akcje są tanie” dodawali skromne słowo „niektóre”. Świat się po prostu zmienił.

Bazowanie na dywidendach, stawianie na blue chipy, prognozowanie przyszłości różnych branż i spółek czy liczenie na potencjał mniejszych firm to tylko niektóre kwestie, z którymi każdy musi się zmierzyć. Jeśli właśnie zamierzasz kupić akcje po raz pierwszy w swoim życiu, to na pewno warto przestudiować książkę braci Gardner. Doświadczeni inwestorzy mogą jednak od razu brać się do analiz i zakupów.

Problem jest tylko jeden. Akcje może i są obecnie relatywnie najtańsze od wielu lat, ale jednocześnie globalny kryzys jest największy od ponad 70 lat. Nie ma pewności, że działania rządów i banków centralnych przyniosą szybko spodziewane efekty. Wielu analityków opiera swoje prognozy na przeszłości, która nie ma wiele wspólnego z teraźniejszością. Najwyżej może przypominać coś z historii. „Prawie” robi tu dużą różnicę, a indeksy jeszcze nie raz mogą testować nowe minima. Popatrzmy na WIG20 w 2001 r., po pęknięciu bańki internetowej. Wybił się, ale potem znów zanurkował. Nie było bowiem jeszcze fundamentów do trwalszych wzrostów.

WIG20 - fałszywe wybicie
WIG20 – fałszywe wybicie /Bloomberg

Dlatego na pewno warto oszczędzać i zbierać kapitał, by we właściwej chwili wejść na rynek. Obawiam się jednak, że to jeszcze nie ten moment.

Dynamiczne zwyżki są czymś normalnym w czasie bessy i nie należy ich mylić z trwalszym trendem. Lepiej jest wsiąść na którejś z kolei stacji do pociągu, który wiadomo gdzie zmierza, niż na pierwszej do pociągu, którego destynacji nie znamy. Lawina fatalnych danych makroekonomicznych jest jeszcze przed nami, a na ocenę skuteczności rządowych planów ratunkowych trzeba poczekać jeszcze kilka miesięcy. Ten czas warto poświęcić na wybranie „rodzynek” z giełdowego ciasta i przygotowanie się na zakupy pachnących nowością Jaguarów w cenie używanych Fiatów. Bo w jednym bracia Gardner na pewno mają rację: szansa na bardzo tanie zakupy akcji i duże pomnożenie oszczędności zdarza się raz na kilkadziesiąt lat.

Recepta jest więc prosta – nie można takiej szansy zmarnować, bo tak jak po nocy zawsze następuje dzień, tak bo bessie (nawet najgłębszej i najdłuższej) zawsze pojawi się hossa. Ze składaniem namiotu i zwijaniem śpiwora w zimną noc warto jednak poczekać do świtu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.