Koko Euro spoko i inne figle ogona rozkładu prawdopodobieństwa…

Najpierw sprawa techniczna, żebyśmy wszyscy wiedzieli, o czym mówimy. Jeśli ktoś jeszcze nie widział i nie słyszał oryginalnego wykonania oficjalnego hymnu naszej reprezentacji na Euro 2012, to poniżej ma możliwość nadrobić zaległości. Kto widział (wszyscy??), ten może już ćwiczyć z zespołem Jarzębina ;)

W tym momencie pojawia się pytanie: jak oszacowalibyśmy ryzyko, że taka „perełka” na hymn reprezentacji, który usłyszymy przed każdym meczem i jaki stanie się naszą (= Polski) wizytówką dla gości zza granicy, w ogóle trafi pod głosowanie? Jak oszacowalibyśmy ryzyko, że taka „perełka” wygra rywalizację? Dla mnie, obserwatora z dystansu, z boku takich plebiscytów, było to generalnie zero procent. A jednak…

Posłuchajcie teraz tego – utwór ma tytuł „Kogut”, napisał go Wojciech Kilar i znalazł się w repertuarze zespołu Śląsk.

Brzmi znajomo? Aż na usta się ciśnie „Koko Euro spoko!” ;-) Nie dziwi, że jak tylko ktoś skojarzył, od razu powstała wrzawa na portalach internetowych, że „Koko” to plagiat. I był niezbity dowód. Każdego chyba przekonał. Zatem 100 proc. pewności/prawdopodobieństwa.

I znowu błąd.

Okazało się, że panie z zespołu Jarzębina śpiewają tę melodię od 20 lat, a melodia jest po prostu ludowa. Sądząc po zaskoczeniu i oburzeniu zespołu, tym razem to pewnie on dałby zero procent prawdopodobieństwa, że ktoś zarzuci plagiat…

Tak samo jest ze strefą euro, Grecją, Hiszpanią, Włochami, Chinami, USA, Polską… Nie słuchajcie tych, którzy kraaaczą i widzą wszystko czarno. Nie słuchajcie też hurraoptymistów. Nic bowiem nie jest pewne, a rzucający jedynie pewnikami „eksperci”, „profesorowie”, „analitycy” etc. mają swoje interesy, swoje kompleksy, swoje ambicje… Spójrzcie na to, jak wiele już było zwrotów w serialu „rozpad strefy euro”. Ile to już razy strefa miała się rozlecieć… Jak mocna miała być recesja w Polsce już kilka lat z kolei… Ile to już razy dolar miał kosztować 5 PLN… Niby były to pewniki, ale to tak naprawdę wróżenie z kart. Kiedyś może się spełnić, ale kiedy i czy w ogóle? Polityka jest nieprzewidywalna, podobnie jak gospodarka. Prognozy są tylko prognozami i nie można im zawierzać w pełni. Jest tyle zmiennych, a modele są tak wrażliwe, że trzeba z wyczuciem i dystansem spojrzeć na wszystko. I… być przygotowanym na wszystko. Oczywiście warto mieć scenariusz bazowy, ale nic nie warto wykluczać. I w obecnych czasach tylko posiadacze wybujałego ego z parciem na szkło mogą formułować proste, populistyczne hasła. Naprawdę trzeba uważać, bo życie nie jest czarno-białe, czy jak powiedzieliby informatycy – zero/jedynkowe. Zostawiając na boku czystą ekonomię, słyszałem ostatnio w radiu wypowiedź pewnego Greka, który ironicznie zwrócił się do Moniki Olejnik – „przez lata ciężkiej pracy szukałem odpowiedzi, kim jestem. I już wiem. Grecy to złodzieje i lenie. Dziękuję pani”. Nie generalizujmy, bo wystarczy sobie przypomnieć, co np. przez długie lata Niemcy mówili o Polakach. Ja tymczasem samochodów nie kradłem i nie osiągałem 4 promili ;-).

W każdym biznesie jest zakres rodzajów ryzyka i ich skali, który właściwie wszyscy przyjmują za oczywistość. Wiadomo, że kolekcja ubrań może się nie przyjąć, a co któraś dostawa z Dalekiego Wschodu może nie być do zaakceptowania. Jest też zakres rodzajów ryzyka i ich skali nieco szerszy, który wiadomo, że istnieje, ale prawdopodobieństwo jest tak nieduże, że często jest pomijane. Zupełne krańce rozkładów prawdopodobieństwa to już dla wielu osób czysta fikcja. Różne zawirowania z ostatnich kilku lat – czy to tsunami w Japonii, powódź w Tajlandii czy upadek Lehman Bros. – pokazały, że niesłusznie.

Ogon rozkładu prawdopodobieństwa lubi płatać figle. Na rynkach finansowych, na których coraz częściej mamy z tym do czynienia, można oczywiście zarabiać na „czarnych łabędziach” na różne sposoby, chociażby na rynku opcji. Nieprawdopodobne staje się nie tylko prawdopodobne, ale i realne. I to częściej, niż się wydaje. Spójrzmy na kilka ciekawych ostatnich przypadków, które pokazują, że nie chodzi tu tylko o bankructwo w Nowym Jorku czy żywioły, które sieją destrukcję na rynku podzespołów komputerowych czy motoryzacyjnych.

Bank BPS, zrzeszający większość banków spółdzielczych w Polsce. Dla obserwatora – prężna instytucja bankowa, 19 mld PLN kapitałów własnych, ponad 60 mld zł sumy bilansowej Grupy, szybki rozwój, stabilność, zaufanie. Tak jak to w banku być powinno. Tymczasem dwóch członków zarządu rzuca papierami, gdy podobno prezes forsuje kredyt dla znajomego. Prezes z oczywistych powodów znajomych ma dużo. Cóż, w takiej sytuacji można sobie wyobrazić, że od razu kredytów czy innych form finansowania nie dostają pierwsi z brzegu klienci, którzy mieli lepsze kontakty z członkami zarządu, którzy właśnie odeszli… Czy przedsiębiorca, który – powiedzmy – miał już umówione finansowanie i powziął w związku z tym zobowiązania, w przeddzień wypłaty brał takie ryzyko pod uwagę? Założę się, że nie.

Prezesa BPS później zresztą zawieszono i odwołano, ale to już inna historia. O tej ciekawej sprawie można poczytać tutaj [link 1, link 2, link 3, link 4].

Skoczmy na chwilę za ocean. BATS, trzeci pod względem wielkości parkiet akcyjny w USA po NYSE i Nasdaq, ceniony m.in. za szybkość, niezawodność, innowacyjność techniczną postanowił zam zadebiutować u siebie. Tak jak GPW na GPW i inne giełdy. Normalna rzecz. Tymczasem… Nagły błąd systemu komputerowego sprawił, że w ciągu chwil kurs debiutanta spadł z ponad 15 USD do mniej niż 0,01 USD! Jednocześnie system zachwiał kursami spółek z nazwami na A do BF, co spowodowało spadek kursu np. Apple też na innych giełdach o 9 proc. BATS odwołał w ogóle swoje IPO, spalił się ze wstydu, a media ogłosiły to największą katastrofą IPO w historii. Racjonalnie można byłoby obstawiać sabotaż konkurencji, bo zbieg okoliczności był przedziwny. Ale to tak jak z głośnymi katastrofami, np. lotniczymi – być może nie warto tworzyć teorii spiskowych, a odpowiedzi są prostsze, niż wielu może się wydawać. Jedno jest jednak pewne – choć takie ryzyko istniało, znów obstawiam, że szefowie BATS nie pomyśleli nigdy nawet o takiej ewentualności. Więcej m.in. tutaj, tutaj czy tutaj.

Wróćmy nad Wisłę. Tu warto zauważyć nieoczekiwaną śmierć prezesa Dolnośląskich Surowców Skalnych, który zapewniał powodzenie spółce również przez swoje kontakty na gruncie politycznym (PSL). Choć DSS były zawsze spółką podwyższonego ryzyka, to równia pochyła po śmierci prezesa i głównego akcjonariusza była niesamowita. I chyba nikt nie przypuszczał jeszcze w połowie zeszłego roku, że syndyk złożył wniosek o zaniechanie wykonania likwidacji DSS z powodu… braku majątku na pokrycie likwidacji. Wyparowały pieniądze z IPO, wyparowały pieniądze wyssane z przejętej spółki w Świętokrzyskiem. Grube setki milionów. W rezultacie giełdowy kurs akcji spółki stopniał z 15-10 do 1-1,5 zł. Wczorajszy rajd kursu (nawet o 20 proc.) z powodu wniosku syndyka wynikał trochę z niedoczytania przez inwestorów powodu jego złożenia i pewnie z nadziei, że firmę uda się uratować układem, który miałby zostać zatwierdzony pod auspicjami pewnej grupy finansowej, którą likwidacja DSS kosztowałaby jakieś 100 mln PLN… Zachowanie kursu wczoraj to zresztą kolejna rzecz, którą trudno byłoby przewidzieć, a która się wydarzyła.

Skoro jesteśmy przy temacie ryzyka w interesach, a świat jest zglobalizowany, to tutaj można sprawdzić, gdzie ryzyko w tym roku jest znacznie podwyższone. Dla porządku: ryzyko biznesowe (1) i ryzyko polityczne (2), niedrig = małe, hoch = wysokie.

Jeszcze jedna obrazowa historyjka z życia wzięta. Warszawa. Apartamentowiec w centrum. Wszystko super. Deweloper oczywiście liczy na szybką sprzedaż lokali i wysoki zarobek, bo oferuje coś unikalnego a kupujący, świadomie wybierający centrum, właśnie na wysoki standard i wyśmienitą lokalizację liczą. Cóż, nikt chyba nie przewidział, że w lokalu na parterze zainstaluje się restauracja, która będzie skutecznie dystrybuowała smród do 17. piętra… I trudno cokolwiek z nią zrobić. Deweloper (Dom Development) został z wieloma niesprzedanymi mieszkaniami, a mieszkańcy, którzy zdążyli wydać miliony na te apartamenty, przeżywają traumę. A sytuacja jest właściwie komiczna, bo Żyd jest posądzany o antysemityzm, a skuteczność polskich urzędów… cóż, oceńcie sami.

Pocieszające w tym wszystkim jest to, że nasi rodacy mają wysokiej kasy osiągnięcia w prześciganiu się w kreatywnych pomysłach rozwiązywania bieżących problemów, a jednocześnie biznes nie znosi próżni. Jest popyt, znajdzie się podaż. Nie można działać jako „przewóz osób”, omijając ramy działania taksówek? Żaden problem. Kilka nocy z przepisami i jest – psychoterapia z impulsami liczonymi dzięki pomiarowi prędkości i czasu albo ochrona, bo przecież każdy chce bezpiecznie dojechać do celu… Więcej tutaj.

Reasumując, ogon rozkładu prawdopodobieństwa nie raz spłata nam jeszcze pewnie figla. Trzeba być na to w jakimś zakresie przygotowanym. Ale przynajmniej ja nie zakładam czarnych okularów. I nie tylko dlatego, że podobno optymiści żyją dłużej. Wystarczy bowiem popatrzeć na historię, która lubi się powtarzać. Nie ma co się ekscytować nieprzewidywalnością w krótkim terminie. Świat idzie do przodu, gospodarki zwalniają i przyspieszają, ale co do zasady się rozwijają, a dobre firmy zawsze się obronią. Warto zachować dystans i korzystać z okazji, jakie systematycznie na całym świecie zapewniają masy pokroju „koko koko” targane emocjami przez „analityków” oraz media, szukające sensacji z natury rzeczy. I historycznie masy te sprzedają w dołkach, a kupują na górkach. Analitycy z domów maklerskich z reguły wystawiają najwięcej rekomendacji „sprzedaj”  w pobliżu dna, a banki boją się wtedy udzielać kredytów. Zupełnie odwrotnie, jak w okolicach szczytów. Problem jest tylko jeden – kiedy dokładnie będzie prawdziwa, niepowtarzalna okazja w przyszłości? I gdzie? Tego niestety nikt poważny nie może stwierdzić z pełnym przekonaniem. Ale przeczytamy i usłyszymy zapewne wiele stwierdzeń ekspertów, uznających za pewnik swoją nieomylność. Świat i tak pójdzie dalej, bo pieniądz nie lubi próżni, a pieniądza na świecie jest naprawdę dużo…

11 komentarzy

  1. Panie Adrianie ale się pan napisał :-))) czytam od dłuższego czasu pana bloga i super mądre rzeczy pan pisze. Inaczej patrze już na świat. Dziękuję

  2. jaka wiocha! Gdzie my żyjemy ja się pytam!!! kokokoko, niech na pole idą a nie hymn Reprezentacji śwpiewać! Razem z Potulskim który chciał zaorać banki spółdzielcze!

  3. mam znajomego na grzybowskiej 4 ktory w.kurw.. sie niesamowicie na tego zyda ktory zatruwa zycie ludziom wyziewami z garow. wtopione 3 miliony. niezle co???

  4. Mam własne przemyślenia o Greku obrażonym przez M Olejnik. Nie przepadam za tą osobą, ale jak kilku Greków jest w porządku, a reszta to hołota to mogła takiego skrótu myślowego użyć. Zgoda , że nie należy generalizować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.