Kryzys euro: z omletu jajek już nie zrobisz

Jakiś czas temu słyszałem trafne zobrazowanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego strefa euro nie może się rozpaść: nie da się bowiem zrobić z omletu znów całych jajek.

Gdyby ktoś akurat bardziej był nastawiony kulinarnie, to podaję poniżej znaleziony w sieci przepis na „omlet idealny’ :-) Całych jajek na pewno z niego się już nie odzyska…

Integracja na gruncie pieniężno-gospodarczym poszła za daleko, by można było teraz to odwrócić i żeby takie odwrócenie przy okazji komukolwiek się opłacało. Faktem jest natomiast, że przy tworzeniu strefy euro zapomniano o wielu podstawowych prawach ekonomii, a prym wiodła polityka. Cóż, nie od dziś wiadomo, że ten sam koszt kredytu w Niemczech i Hiszpanii czy Grecji to pomyłka, że bariery językowe czy mentalne są dużą przeszkodą w dynamicznej mobilności europejskiego społeczeństwa, że pobłażliwość w spełnianiu kryteriów fiskalnych jest krótkowzroczne, że…. Tak wymieniać można bardzo długo. Być może można było euro zaprojektować inaczej. Tylko na dziś to nic nie zmienia. A nikomu, w tym Niemcom, nie opłaca się burzyć obecnego porządku. Od tego należy w ogóle wyjść i patrzeć na trend nadrzędny.

Sianie paniki, granie na emocjach rynków to bardzo dochodowa działalność, którą największe banki inwestycyjne i największe „sile ręce” mają od lat opanowane do perfekcji. Zarówno w wersji optymistycznej, która niesie notowania na abstrakcyjne poziomy (inwestorzy widzą świat przez niezwykle różowe okulary), ale także w wersji pesymistycznej – koniec strefy euro, a w wycenach niektórych instrumentów mniej lub bardziej widać jest lub przynajmniej było koniec świata.

Tylko że różnych końców świata miało być już wiele (ktoś podobno przepowiada kolejny na grudzień 2011 – miejmy się na baczności ;) ), ale jakoś wciąż żyjemy, oddychamy, robimy zakupy… Co więcej, przy obecnym istnieniu instytucji międzynarodowych, ich determinacji, a także przy istniejących technologiach komputerowych (przepływ informacji, aktualność danych, przepływ kapitału etc.) i względnej wartości walut (można kreować brakującą w systemie gotówkę – z sukcesem przerobili to ostatnio Amerykanie), jesteśmy obecnie o lata świetlne dalej od prawdziwego załamania gospodarek niż pod koniec lat 20. XX w. czy kilka razy w innych momentach dziejów.

Oczywiście wielu osobom, które grają na mocną zmienność na rynkach finansowych lub wręcz ich zapaść, na rękę jest kreowanie innej rzeczywistości. A że przy okazji media uwielbiają, kiedy leje się krew? Cóż, to trochę też kwestia czytelników czy widzów, których uwagę takie rzeczy przykuwają. Taka jest ludzka natura. Po prostu. Przy okazji z tej natury wychodzi to, że nie patrzy się na kwestie nadrzędne, tylko te z dnia dzisiejszego.

Przy okazji – w weekend w „Rz” przeczytałem ciekawą rozmowę z prof. Leszkiem Balcerowiczem. Różne rzeczy były mu zarzucane, o różne wpływy i interesy był posądzany – trudno mi to rzetelnie osądzić, ale w wiele zarzutów akurat wątpię. Profesor Balcerowicz w tym wywiadzie akurat, według mnie, szczerze ocenił obecną sytuację. A na pewno w jego przypadku na brak wiedzy, doświadczenia i inteligencji narzekać nie można :-) Miłej lektury i owocnych przemyśleń!

4 komentarze

  1. O Chinach w poprzednim blogu – makrotrend jest w górę a mikroz cukrzykami w dół – czy o to panu chodziło?

  2. święte słowa z tym omletem – widzialam, ż e ostatnio ludziska poczytali u Pana i identyczne komentarze zaczely się pojawia na blogach Wyborczej, Dziennika itp. itd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.