OFE warto całkiem zlikwidować?

Stwórzmy system emerytalny, który będzie stabilny przez pokolenia, a nie przez lata!

Jeśli już trzeba coś zrobić z OFE, to zupełnie, ale stopniowo, należy je zlikwidować (obniżając składkę rentową), dając jednocześnie duże zachęty do jak największego indywidualnego oszczędzania. Jeśli operację przeprowadziłoby się mądrze, wraz z akcją edukacyjną, to w dłuższym terminie nie ucierpieliby nawet właściciele i pracownicy OFE czy rynek kapitałowy (pieniądze płynęłyby przez IKE), budżet złapałby oddech, a przyszli emeryci wreszcie wiedzieliby, na czym stoją  – tak wynika z przemyślenia przeze mnie kwestii dalszego funkcjonowania naszego systemu emerytalnego (proszę o kilka minut skupienia i doczytanie tekstu do końca, co z pewnością rozjaśni sprawę). To na pewno kontrowersyjny postulat, bo sam uważam, że zmiana reguł w trakcie gry nie jest OK, ale skoro „tęgie głowy” są pewne, że zrobić coś trzeba, to zróbmy. Tylko od razu podkreślam – albo zróbmy coś dobrze, albo wcale i cieszmy się obecnym systemem. Zacznijmy jednak od początku.

W 1999 r. rząd Jerzego Buzka w ramach reform zajął się również emeryturami, które miały zostać „załatwione” na dłuuugie dziesięciolecia w nowoczesny sposób. Jak wyszło? System z Ameryki Łacińskiej promowany przez międzynarodowe instytucje, bardzo wysokie prowizje od wpłacanych składek i najdroższy model akwizycji (każde PTE ma swoją armię akwizytorów, którzy często co jakiś czas zmieniają ze swoimi klientami OFE – co mocno podnosi koszty, choć wypłaty i zatrudnienie nowych osób miały pewnie w założeniu stymulować gospodarkę). To z pewnością bardziej służyło względom politycznym (relacje z MWF, BŚ i USA oraz zatrudnienie i pieniądze dla tysięcy akwizytorów-sprzedawców) niż przyszłym emerytom. Stało się, a Polacy przyzwyczaili się do OFE w takiej postaci. I zbytnio się nimi nie zajmowali, no może poza refleksją nad śmiesznie niskimi pierwszymi emeryturami z II filaru. Tak było aż do zeszłego roku, kiedy obecny rząd zaczął majstrować przy OFE tak, by więcej pieniędzy wpływało do ZUS-u – skoro i tak większość pieniędzy OFE lokują w obligacjach skarbowych (do tej pory otrzymały około 140 mld zł).

Wierzę, że udałoby się wykonac takie ruchy, aby powyższego smutku czy zaskoczenia nie doznali zarówno obecni emeryci, jak i płatnicy składek czy nasi potomkowie. Politycznie nie byłoby to na pewno łatwe, ale... czy zawsze populizm ma wygrywać?
Wierzę, że udałoby się wykonac takie ruchy, aby powyższego smutku czy zaskoczenia nie doznali zarówno obecni emeryci, jak i płatnicy składek czy nasi potomkowie. Politycznie nie byłoby to na pewno łatwe, ale... czy zawsze populizm ma wygrywać?

Pamiętacie te pomysły na temat pozornej reformy OFE z listopada 2009 r.? Polecam lekturę TEGO wpisu. Nie podobały mi się ówczesne propozycje, które teraz wróciły jak bumerang. O tym, że to marchewka, ale zgnita, obrazowo piszemy zresztą w dzisiejszym „PB” (link jest TUTAJ). Nie powielam więc oczywistych argumentów przeciw machinelnemu przesunięciu części składki z II filara do I filara tylko z powodu krótkoterminowych potrzeb budżetowych. Napisałem TUTAJ, że jeśli już, to potrzeba sensownej reformy. W tym wpisie staram się nakreślić mój pomysł.

Problem istnieje. I to bardzo poważny. Chodzi o to, że ZUS wpłaca co roku coraz więcej do OFE, a jednocześnie ma u siebie manko. Musi się więc zapożyczać. Dopłaty do FUS z budżetu sprawiają, że rośnie nasz deficyt. Rosną odsetki. Efekt? Już teraz można szacować, że relacja długu publicznego do PKB rośnie o 2 pkt proc. rocznie tylko z powodu konieczności wypłat do OFE (trafia tam niecałe 40 proc. ogólnej składki emerytalnej). Niebezpiecznie szybko zbliżamy się więc do progów ostrożnościowych z Konstytucji (były już znane w trakcie tworzenia reformy emerytalnej!). Przy dość bliskim nam 60 proc. mielibyśmy katastrofę – brak możliwości zaciągania zobowiązań, więc również rolowania długu! Jednocześnie teraz zmienić zapisy Konstytucji to właściwie wizerunkowe i wiarygodnościowe ‚harakiri’.

Trzeba było myśleć wcześniej. Tymczasem dopiero po 10 latach funkcjonowania nowego systemu emerytalnego słychać głośne głosy ekonomistów, którzy nie zgadzają się ze status quo. Do ciekawych wniosków doszła m.in. prof. Leokadia Oręziak, która zorganizowała w tej sprawie debatę na SGH (10 grudnia). Ma śmiałe postulaty o powrocie do systemu repartycyjnego – przemyślenia pani profesor można przeczytać TUTAJ (o OFE pod koniec dość długiego tekstu). Dlaczego dopiero po latach przychodzi do ekspertów chwila refleksji? Było przecież dobrze, było finansowanie w postaci prywatyzacji i nikt chyba za bardzo nie myślał o kryzysie, o spadających wpływach z podatków, o nie malejących wydatkach, o konkurencji wśród emitentów długu, o barierach zapisanych „z palca” w Konstytucji, podobno z inicjatywy dr Ryszarda Bugaja (pamiętamy z Unii Pracy i doradzania obecnemu Prezydentowi?).

Widać tu klasyczne myślenie polityków w horyzoncie kilkuletnim, a nie w perspektywie kilku pokoleń. Tak na marginesie to właśnie z tego powodu kiedyś myślałem nawet o poważnym zajęciu się polityką, by mieć realny wpływ na kluczowe dla państwa polskiego sprawy. Tylko że standardy w polskiej polityce tak jakoś mnie na razie odpychają… Dlatego zdecydowanie bliżej jestem bycia analitykiem/zarządzającym nawet w OFE, choćby miały być zmarginalizowane czy likwidowane…

Co ciekawe, w ostatnim czasie nagle wszyscy przypomnieli sobie także o tym, że żyjemy coraz dłużej, więc i pracować powinniśmy dłużej. Dziwny ten zbieg okoliczności… Niemniej, to akurat dobre i logiczne rozwiązanie. Wiele się o nim mówi, ale sprawa wzbudza wciąż wielkie kontrowersje, o czym można było przekonać się wielokrotnie np.TU czy nawet TU.

Teraz ciekawostka, jak sytuacja budżetowa wpływa na OFE za granicą: składka przekazywana do odpowiedników OFE na Litwie spadła z 5,5 do 2 proc. wynagrodzenia, na Łotwie – z 8 do zaledwie 2 proc., a Estonia w ogóle zrezygnowała ze składek na emeryturę kapitałową (na razie) na dwa lata . Zmiana definicji długu publicznego nie jest zbyt łatwa/możliwa, a budżetowi zawsze będzie najłatwiej sięgać po pieniądze, które ma „na tacy”. Dlatego nie dziwię się naszemu rządowi, ale osobiście takim „półśrodkom” jestem przeciwny – bomba demograficzna tyka (za 20 lat jeden pracujący będzie utrzymywał dwóch emerytów!) i bez stopniowego podniesienia/zrównania wieku emerytalnego + stopniowego obniżenia emerytur z obowiązkowych składek nie obejdzie się. Im szybciej zaczniemy, tym będzie to mniej bolesne.

Przejdźmy jednak do meritum. Z punktu widzenia przyszłego emeryta chciałbym, aby moja emerytura była w 100 proc. kapitałowa. To oznacza, że cała składka emerytalna trafiałaby na moje indywidualne konto w prywatnej instytucji zarządzającej kapitałem. To wzmagałoby moją motywację, aby przejść na emeryturę jak najpóźniej, a pracując – jak najwięcej oszczędzić, czyli jak najwięcej zarobić, czyli idąc dalej – miałbym dużą motywację do bycia jak najbardziej produktywnym w skali makro. Bo przecież wiedziałbym, że dokładnie to, co odłożę plus ewentualne zyski będzie moje. Mniejszą miałbym też skłonność jako podatnik do zaniżania podstawy opodatkowania. Czyli z punktu widzenia makro i mikro same plusy! Kwestia opłat czy filozofii (w tym m.in. sposobu zarządzania – pasywny/aktywny, limitów inwestycyjnych) schodzi tu na drugi plan. Dlaczego? Bo taki system jest u nas obecnie nierealny. Przy wszystkich wartościach niezmienionych, wprost wpadlibyśmy w ramiona kryzysu budżetowego, bo funduszom trzeba byłoby wpłacać realne pieniądze ze składek, podobnie jak wypłacać je obecnym emrytom. Trzeba więc niestety zejść na ziemię.

A co na tej ziemi? Obecny system rzeczywiście nie sprawdził się – porównując z zagranicą bardzo duże koszty ponoszone przez 14,4 mln członków OFE, duże ograniczenia inwestycyjne funduszy (produktowo i co do zaangażowania) i ich ustawowe niezbyt sensowne porównywanie względem siebie, a nie zewnętrznych banchmarków minimalizuje stopę zwrotu, podobnie jak małe zainteresowanie Polaków (do OFE o średnioterminowo najlepszych wynikach klienci nie tylko nie pchają się drzwiami i okanami, ale nawet często wręcz wbrew logice odpływają – przykład z ostatnich kwartałów to OFE Polsat).

To niezbyt oszałamiające stopy zwrotu za 3 lata, licząc wstecz od 30.09.2009 r.

Nazwa OFE

Stopa zwrotu

Generali OFE

10,385%

AXA OFE

10,025%

AIG OFE

9,801%

OFE Allianz Polska

9,536%

Pekao OFE

8,541%

OFE PZU „Złota Jesień”

8,489%

Aegon OFE

8,354%

OFE Pocztylion

7,966%

OFE Polsat

7,246%

Nordea OFE

6,766%

Bankowy OFE

6,680%

ING OFE

6,138%

Aviva OFE Aviva BZ WBK

6,075%

OFE Warta

5,369%

Średnia ważona stopa zwrotu

7,909%

Druga skrajność też wydaje się kusząca. Chciałbym płacić stały ryczałt miesięczny (jeszcze lepiej, gdyby ten obowiązek spoczywał na pracodawcy), który zapewniłby mi płaconą z budżetu minimalną emeryturę. Podwyżka zarobków w większym stopniu szłaby na moje konto (nie byłoby stawki procentowej), co również stymulowałoby do aktywności. Duża grupa osób miałaby dużo więcej dochodu rozporządzalnego i mogłaby sama decydować, w jaki sposób i na jaką skalę chce oszczędzać na emeryturę. Gdy ktoś wszystko skonsumuje przed emeryturą, to jego problem. Absolutne minimum dostanie, więc przeżyje. A jednocześnie będzie najlepsza przestrogą dla swoich dzieci i kolejnych pokoleń. Problem jednak w tym, że procentowo najwięcej płaciliby najmniej zarabiający, więc populizm polityków nie dałby szans na takie rozwiązanie. System byłby mimo wszystko bardzo fair, ale już widzę nagonkę i oburzenie…

Po przemyśleniu wszystkich za i przeciw wydaje mi się, że nie ma sensu odstępować od zasady powszechności i obligatoryjności przyjmowanych zasad (nie może być więc proponowanej obecnie dobrowolności), a najwięcej zalet wydaje się mieć taki system, który w ogólnym zarysie poniżej proponuję:

Pomożemy rządowi znaleźć emerytalnego asa w rękawie? Na razie coś słabo idzie naszym wybrańcom... ;)
Pomożemy rządowi znaleźć emerytalnego asa w rękawie? Na razie coś słabo idzie naszym wybrańcom... ;)

Stwórzmy repartycyjny system składki proporcjonalnej do zarobków (wszystko wpływa do ZUS-u na nisko indeksowane indywidualne konta, ale za to pewne i co do zasady nieczułe na falowanie rynków). Z tego wypłacamy obecne emerytury, ale jednocześnie stawkę ustawiamy na możliwie niskim poziomie . Problem szybko narastającego długu publicznego z powodu emerytów mamy wtedy w dużej części załatwiony, a dodatkowo ludzie mają więcej pieniędzy w portfelach.

I nie ukrywajmy, że emerytury z budżetu nie będą w przyszłości wysokie. Powiedzmy, że np. najwyżej 1 tys. zł miesięcznie w wartościach realnych, do którego dojdziemy stopniowo – proporcjonalnie do pozostałych każdemu lat pracy. W tym miejscu otrzeźwiamy społeczeństwo z powodu zmian demograficznych i załatwiamy problem rolowania zobowiązań na przyszłe kadencje (co bardzo dobrze idzie obecnej ekipie…). Jednocześnie jednak dajemy duże zachęty do oszczędzania na własną rękę w ramach IKE – np. część odłożonej kwoty można odliczyć od podstawy opodatkowania na bieżąco w każdym roku, podnosimy „antybelkowe” limity IKE , ale utrudniamy wypływ pieniędzy z nich przez przejściem na emeryturę (pieniądze te stanowią składnik kapitałowy). W ramach pakietu podnosimy wiek emerytalny do np. 68 lat, zrównując go dla kobiet i mężczyzn (przecież to kobiety żyją obecnie dłużej…). Likwidując OFE, stwórzmy realną mapę tego procesu, który można rozłożyć na kilka lat (część pieniędzy trafiłoby na IKE, część do ZUS – kwestia negocjacji i wyliczeń). Wydatki budżetowe można byłoby spróbować przejściowo zmniejszać poprzez np. zamrożenie rewaloryzacji obecnych emerytur. Zintensyfikowana polityka prorodzinna mogłaby tu dodatkowo dużo pomóc w perspektywie 20-30 lat, ale osobiście nie wierzę, że jakakolwiek wiodąca siła polityczna w naszym kraju realnie myśli w takim horyzoncie.

Wprowadzenie w życie obecnego pomysłu rządu na OFE tylko jeszcze bardziej zmarginalizuje element kapitałowy naszych emerytur, a ewentualne rozwiązanie węzła limitów inwestycji i klas aktywów niewiele da – nawet wysokie zyski przy niskich kosztach od niskich wpłat nie będą zauważalne w wypłacanych emeryturach. Po co więc utrzymywać przez kolejne dziesięciolecia całą machinę PTE i nadzór nad nią? Jednocześnie w długim okresie nie rozwiąże to żadnego problemu, bo emerytury trzeba będzie wypłacić później, a jedynie znów zagra się na papierze, a nie w rzeczywistości. By przeczekać bez gruntownych reform kolejny rok czy dwa.
Więc albo zaciśnijmy zęby i trwajmy w obranym przed 10 laty systemie, obniżając jedynie koszty jego funkcjonowania i zwiększając możliwości inwestycyjne OFE, albo zróbmy coś gruntownego, co rozwiąże realne problemy – raz na wiele lat. Inna droga to jedynie mydlenie oczu.

Jeśli jakiegoś aspektu nie wziąłem pod uwagę, będę wdzięczny za jego wskazanie. Podobnie jak za Wasze opinie i propagowanie dyskusji o systemie emerytalnym. Chodzi przecież o pieniądze każdego z nas. I do tego niemałe pieniądze wpłacane przez kilkadziesiąt lat.

9 komentarzy

  1. Wszystko fajnie, tylko czy jest w ogóle o co język strzępić, skoro i tak nikt tego pod uwagę nie weźmie. Wyobrażasz sobie ekipę rządzącą, która mówi ludziom: „likwidujemy składki, a o własną emeryturę zatroszczcie się sami”? Ja byłbym jednym z najszczęśliwszych osób na tym świecie, ale podejrzewam, że elektorat nie podzieliłby mojego entuzjazmu.

  2. Boczkowski na premiera i ministra finansów!!!! Jakkolwiek nie mam takiej mocy sprawczej, namawiam wszystkich do rozsyłania linków do tego posta do znajomych, polityków, rządu i tak dalej. Może przejrzą na oczy. Trzymam kciuki.

  3. Bardzo mi się podoba Pana propozycja, lecz ile to już było pomysłów, a sejm zrobił i tak po swojemu? Popieram wersje skrajne, jeśli tylko udałoby się je zrobić! Pozdrawiam z Pragi, ale stołecznej :-)

  4. Pomysł super, tylko pewnie niestety z 50-60% narodu woli mieć zapewnioną emeryturę przez państwo niż martwić się samemu o to, a dodatkowo nie widze ludzi zarabiających 1500zł na rękę by odkładali z tego 100 zł co miesiąc na przyszłość… a nawet jakby odłożyli to jakby zaszła potrzeba po pewnym czasie by użyli uzbieranych pieniędzy…
    Co do tego że coś trzeba zmienić jestem pewien, ale uważam że system powinien być obowiązkowy i nie na minimalnej składce dla wszystkich i potem kto dozbiera ten ma, tylko na w miare dobrej procentowo składce w stosunku do zarobków (oczywiście bez przesady żeby ktoś kto zarabia 20tyś. miał taki sam % zarobków na emeryturę co osoba zarabiająca 1tyś.) z możliwością wyboru poziomu emerytury w przyszłości oraz z możliwością wielokrotnych dopłat do własnego konta emerytalnego, które by obliczało nam przyszłościową stawkę emerytalną na dany moment z/bez uwzględnienia wpłat na tym samym poziomie aż do wieku emerytalnego, co by pozwoliło wielu ludziom u szczytu kariery stopniowo lub jednorazowo dojść do satysfakcjonującego poziomu emerytury i zaprzestania płacenia składek oraz cieszenia się oprocentowaniem konta (czyli zarazem nasze oszczędności emerytalne by rosły – czyli nasze emerytury by także rosły z czasem) bez obaw o to czy nasz fundusz emerytalny inwestował dobrze czy źle przez te lata(widać to przy obligacjach gdzie oprocentowanie jest nieraz wyższe od stóp zwrotu wielu OFE więc przyszły emeryt na pewno by nie ucierpiał)

    Kolejna sprawa jest taka że na pewno jakiś system musi być ponieważ jak widzimy na przykładzie Chin gdzie nie ma żadnego systemu emerytalnego i albo sobie pieniądze odłożysz albo zostajesz na utrzymaniu syna (też z tego powodu Chińczycy przy ograniczeniu do 1 dziecka musieli mieć syna) a jeśli jemu się coś stanie lub będzie mało zarabiał, masz pecha i umierasz z głodu…

    Mi jako studentowi pozostaje mieć nadzieję że problem zostanie jakoś rozwiązany i moje pokolenie nie będzie musiało się bać o naszą przyszłość na emeryturze…

  5. Pomysł o likwidacji OFE spóxniony o jakieś …10 lat.Szczególnie teraz gdy opłaty zmniejszyły sie do poziomu zblizonego do opłat w funduszach inwestycyjnych do których wpłaca pieniadze kilka milionów Polaków.OFE to nic innego jak takie fundusze .Wskazywanie „mało imponujacych wyników” za ostatnie 3 lata tez niezbyt uczciwe bo nalezałoby w takim przypadku wspomniec również o trzyletniej stopie zwrotu na poziomie 30-50 procent w latach 2002-2007.Swiadomosc i inteligencja finansowa przecietnego Polaka jest na niskim poziomie i w zadnym wypadku nie mozna pozostawic ich samemu sobie w decyzjach o tym czy chca czy tez nie odkładac dzisiaj pieniadze na swoją emeryturę. Dopiero wtedy mielibysmy do czynienia z niewyobrażalna katastrofą w przyszlosci i armia nedzarzy na ulicach.Władza niech nauczy sie zarabiać i oszczedzać bo na razie pieniadze powierzone przez obywateli potrafi tylko wydawać i jak widac niezbyt rozsadnie.Zamiast inwestowac w wedki i w nauczanie ludzi jak samemu stwarzać takie wedki kupuje wciaz ryby i to coraz bardziej smierdzace.

  6. Grzegorzu masz rację z tym, że „Zamiast inwestowac w wedki i w nauczanie ludzi jak samemu stwarzać takie wedki kupuje wciaz ryby i to coraz bardziej smierdzace.”. Szczególnie trafne jest ostatnie stwierdzenie o zapachu tych ryb… Praprzyczyną takiego stanu sa wyboru co 4 lata przez które wszyscy boją się reform i patrzą tylko na słupki w sondażach. To przykre ale wszędzie tak jest więc za bardzo nie mamy wyboru chyba że emigrować na Marsa?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.