Opcyjne bicie piany

Opcje walutowe stały się niewątpliwie tematem medialnym. To nie uszło uwadze polityków. Trwa „bicie piany”, ale faktycznej pomocy dla przedsiębiorców jak nie było, tak nie ma… A przecież są gotowe rozwiązania!

Za trzy miesiące odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a partie myślą już także o najbliższych wyborach parlamentarnych, samorządowych i prezydenckich. Nie dziwi więc, że gdy wyczuły popularność hasła opcje, każdy chciał zabłysnąć.

Politycy z całego świata są przy tym dość podobni (patrz poniżej) ;)

politycy

Najpierw do głosu doszedł wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak, który poprzez infolinię zbierał informacje od firm z opcyjnym problemem. Ogólnymi pomysłami prawników nie wywołał jednak euforii, więc poszedł na całość. Zaproponował bowiem jako ostateczne rozwiązanie anulowanie asymetrycznych opcji z mocy prawa. To wywołało burzę. Złoty się osłabił, „Financial Times” napisał o możliwej utracie wiarygodności przez Polskę, a prawnicy oburzali się na niekonstytucyjność działania prawa wstecz. U sporej części przedsiębiorców szef Ludowców jednak zapunktował. Radykalnych rozwiązań z niecywilizowanego świata na szczęście nie będzie.

Niektórzy przedsiębiorcy mogą być ofiarami banków i mają duże szans udowodnić to przed sądem. Boją się jednak, że zanim dojdzie do uznania ich racji, bank wcześniej doprowadzi ich do bankructwa, egzekwując nienależne zobowiązania. Temu warto zapobiec. Zamiast jednak wspólnie usiąść w gronie ekspertów ze wszystkich stron sceny politycznej, parlamentarzyści zaczęli wyścig. Najszybciej, bo w zeszły wtorek, projekt w tej sprawie (podobno z wieloma wadami) złożyło PiS. Nieco później dołączyła do tego grona Lewica. W przyszłym tygodniu swoje, ale podobne, rozwiązania zaprezentuje PO-PSL. Każdy z klubów organizuje oczywiście przy tej okazji konferencję prasową, by pokazać, że dba o wyborców-przedsiębiorców.

Doradzam jednak politykom skończenie z „biciem piany” i połączenie wysiłków. Tu liczy się czas. Warto bowiem sprawić, by nie doszło do chociażby jednego niepotrzebnego bankructwa. To przecież tragedie ludzkie, a dodatkowo obniżenie wpływów budżetowych (podatki) i PKB oraz zwiększenie transferów (zasiłki). Warto przy tym pamiętać, że ochrona przed egzekucją zobowiązań jest już możliwa. Gdy płynność spółki jest zagrożona, należy rozpocząć postępowanie naprawcze (PKM Duda) lub gdy już jej nie ma – złożyć wniosek o upadłość układową (np. Odlewnie).

Może lepiej byłoby wysilić się, aby pobudzić popyt wewnętrzny i pomóc firmom zarabiać? Dodatkowo powodem do wstydu jest to, że wciąż nie został uruchomiony program udzielania gwarancji kredytowych przez BGK, co zostało zapowiedziane już w listopadzie… Do tego ucichł temat powołania funduszu (przy wsparciu państwa), który dokapitalizowałby zdrowe fundamentalnie firmy w zamian za objęcie udziałów, które za kilka lat można byłoby z dużym zyskiem sprzedać. Wtedy i miejsca pracy, i dochody budżetu, i pieniądze podatników miałyby się całkiem dobrze.

Jaka jest Twoja opinia? na pb.pl są już 22 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.