Promocja Lidla nie doceniła „klasy” Polaków

Kiedy pierwszy raz przeczytałem o tej sprawie, pomyślałem, że to dobry żart. Gdy jednak sprawdziłem, że to prawda, opadły mi ręce. Znajomi zresztą zdążyli mi opowiedzieć, jak próbowali w Lidlu dokonać finalizacji zakupów przy kasie i ostatecznie zostawili pełny koszyk, przemieszczając się do sklepu innej sieci… Powód? Kolejka i kasy zarzucone śmieciami. O co chodzi? Niestety, o stwierdzenie „Polak potrafi” w niechlubnym znaczeniu. Kto nie wie, o czym mowa, polecam zajrzeć chociażby tutaj.

W skrócie: Lidl, inwestując w okresie września i października w kampanię medialną marek własnych (2/3 obrotów), postanowił promować swoje marki własne gwarancją zadowolenia klientów. Nie masz satysfakcji z używania płynu do zmywania podłóg, tabletek do zmywarki? Kurczak był nieświeży? A może jogurt niesmaczny? Z doświadczenia raczej wszyscy wiemy, że co do zasady Biedronka czy Lidl dbają o jakość produktów marek własnych, a takie przeświadczenie uśpiło czujność osób odpowiedzialnych za promocje Lidla w Polsce. Nie popisali się przy tym menedżerowie i prawnicy, którzy powinni dbać o profesjonalne zarządzanie ryzykiem. To, co jest bezpieczne w Niemczech czy Szwajcarii, niekoniecznie musi okazać się takie np. w Polsce. Zawinił jeden z zapisów regulaminu promocji, który mówił o tym, że można oddać produkt, jeśli nie spełni oczekiwań i to nie tylko lekko zużyty, ale nawet całkowicie. Wystarczy okazać tylko opakowanie. I zaczęło się.

Z relacji medialnych wynika, że nie chodziło tylko o sytuacje, w których przykładowo ktoś wypił ze smakiem litr bezpośrednio wyciskanego soku, po czym żądał przy kasie zwrotu pieniędzy. Zorganizowały się szajki wyłudzające towar na hurtową skalę! Pełne koszyki za 1-2 tys. PLN, po czym przepakowywanie na parkingu i za parę chwil góra opakowań przy kasie z żądaniem oddania pieniędzy. I tak w kółko. A na kasach lądowało wszystko, łącznie z kapiącymi opakowaniami po mięsie…

Z socjologicznego punktu widzenia ciekawe jest to, że Lidl nie obrywał zbytnio w największych miastach, a główny „ciężar” niefrasobliwej promocji odczuł w małych miejscowościach (więcej tutaj). I niech ktoś dalej próbuje mówić, że nie ma Polski A i Polski B….

Lidl, ratując sytuację biznesową (dezorganizacja sklepów) i finansową (narastające straty), zakończył promocję przed czasem (8 listopada, miała trwać od 27 października do końca listopada). I trafił z deszczu pod rynnę. Sprawą zainteresował się bowiem UOKiK – wielu „klientów” niezadowolonych z końca darmowych zakupów zasypało ten urząd „donosami”. Fakt – regulamin mówił o informowaniu o zmianach na 7 dni wcześniej. Ale sytuacja wymknęła się już spod kontroli i przeczyła celowi jej uruchomienia. Mam nadzieję, że UOKiK wykaże się rozsądkiem…

Martwi mnie, że z punktu widzenia niemieckiego właściciela Lidla (i innych zachodnich przedsiębiorców!) potwierdziły się negatywne dowcipy o Polakach. I to te najgorsze. Zobaczcie, że nie dość, że ludzie wprost zaczęli firmę okradać, to jeszcze awanturują się, że zabrano im taką możliwość! Przecież to szczyt bezczelności. Powiem szczerze, że czegoś takiego już się w obecnych czasach nie spodziewałem. Pomijam już fakt, że kto by się przejmował kłamstwem, iż produkt nie spełnił oczekiwań? Cóż, jesteśmy w Polsce i jeszcze pewnie minie kilkadziesiąt lat, zanim zmieni się mentalność większości naszych rodaków. Mam przynajmniej taką nadzieję, bo nie chodzi tutaj tylko o zamożność społeczeństwa.

Znajomy właściciel odnoszącej duże sukcesy firmy handlowej wprost mówi o badaniu wskaźnika kurestwa klientów w Polsce zamiast o wskaźniku elastyczności cenowej popytu. I taka jest niestety brutalna prawda. A akcja z Lidlem pokazuje dodatkowo szerszy problem w polskim biznesie i naszym społeczeństwie. Bardzo niski poziom zaufania społecznego. A to mocno utrudnia życie i ogranicza wzrost gospodarczy, zwiększa koszty transakcyjne. Tylko kiedy większość naszego społeczeństwa to zauważy? Bo jak na razie, to niestety trzeba się dostosowywać z działaniami do ich poziomu. A mogłoby być tak przyjemnie i efektywnie, gdyby mieć przekonanie, że w 95 czy 99 przypadków na 100 nie zostaniemy okradzeni czy okłamani…

Mam jednocześnie nadzieję, że medialna wrzawa i darmowa „reklama” Lidla przyniosą tej sieci zyski przekraczające „spryt” naszych rodaków i możliwą karę UOKiK. Chociaż to właściwie sam Lidl zainspirował Polaków, nadając swojej promocji nazwę „Sprytnie i tanio” :).

20 komentarzy

  1. haha też to czytałem, ale tam był podstawowy błąd. Dziwię się, że to puścili do druku. Tesco w UK miało taki problem, ale co innego. Oni zwracali 2x różnicę między nimi a ASDA a były w ASDA tańsze produkty więc zmniejszyli możliwość zwrotu. LUDZIE W UK BYLI UCZCIWI!!!!!! W 100%!!!!

  2. Witajcie wszyscy! Teraz na 11 listopada wszędzie przypominali cytaty Piłsudskiego i taki jeden tutaj pasuje nieziemsko dobrze: Polacy to wspaniały naród, tylko ludzie k..y :))

  3. Panie Adrianie ten człowiek od wskaźnika k….. klientów to musi być jakimś super gościem hehehe ale daje rade jak rozumiem w tym bajzlu a nie kraju? boshe gdzie my żyjemy jaki kraj czas wyjechać jak najdalej rece opadają

  4. człowiek zyje sobie w Warszawie i nawet nie ma pojęcia co się dzieje kawałek dalej i jacy ludzie ja pitole….. nie słyszałem wczesniej o tej promocji w lidlu i jestem w szoku

  5. Że też się późno o tym dowiedziałem byłbym bogatszy!!! a na poważnie to okazja czyni złodzieja a u nas większość ma z tym problem. Pozdrawiam!

  6. sluchaja disco polo to zakupy tez robia na te nute
    Zenek i Maryla Rodowicz a pod scena Kurski sie bawi i caly tlum
    masakra
    ale nie ma co sie dziwic

  7. Oj nie uważam żeby miała się zmienić nasza mentalność. Nawet jak ktoś ma pod dostatkiem a trafi się możliwość coś zakombinować to i tak to wykorzysta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.