Tyka zegar kryzysowego tsunami?

Przeczytałem w dzisiejszym wydaniu „Pulsu Biznesu” (s. 16) bardzo ciekawą opinię Jarosława Romanowskiego, dyrektora generalnego ds. handlu i zabezpieczeń w KGHM. Tytuł: „Przed nami kryzys hipoteczny numer dwa”. Gdy już przeczytałem artykuł, przybiegła do mnie wystraszona jedna z redakcyjnych koleżanek. Powód? Ma kredyt walutowy i przed oczami stanął jej pewnie frank po 4 zł.

Tekst z „PB” przypomniał mi analizowane przeze mnie w 2008 i 2009 r. kwestie związane z rynkiem nieruchomości w USA. To przecież od niego (kwestia subprime) rozpoczął się cały światowy kryzys. I dopóki rynek ten nie wyzdrowieje, nie można powiedzieć, że kryzys w pełni minął. Zbyt wiele znaczy dla bilansów banków. Patrząc na wiele wskaźników – rynek zdrowieje, ale zbyt różowo nie jest.

Jarosław Romanowski spodziewa się katastrofy dotkliwszej dla rynków niż pęknięcie bańki subprime. Chodzi o Adjustable Rate Mortgage (ARM), czyli czyli kredyty hipoteczne, w których co jakiś czas w oparciu o określone indeksy ustala się oprocentowanie, ale również przez kilka pierwszych lat spłaca się jedynie odsetki, bez kapitału. Przy rosnących cenach nieruchomości i zwyżkujących płacach był to sposób bankierów na maksymalizację wolumenów sprzedaży kredytów (2004-2007). Ceny domów jednak mocno spadły, a rynkowi pracy również daleko do pierwotnych założeń. Tymczasem w połowie 2011 r. nawet kilkukrotnie powinny wzrosnąć raty kredytów z puli ARM (dochodzi spłata kapitału), których wartość jest szacowana na podobną wielkość, co subprime’y (1,5 bln USD?).

Zgadzam się, że problem istnieje. Zgadzam się również z tym, że rządy nie mają już pieniędzy na zmasowaną akcję ratowania świata finansów. Stopy procentowe już są do tego rekordowo niskie. Będzie załamanie rynków i kolejna katastrofa?

Bomba ARM wciąż nie jest rozbrojona. Co więcej, bardziej dociekliwi badacze powinni jeszcze zainteresować się problemem rynku nieruchomości komercyjnych w USA. Pamiętajmy, że ostatnim razem nie tylko złoty oberwał, ale również i giełda. I to bardzo dotkliwie… Czy na zadłużonych w walutach i posiadaczy akcji powinien paść blady strach? Moim zdaniem, nie. W instytucjach finansowych za oceanem naprawdę nie siedzą idioci. Trudno więc oczekiwać, że świadomie szliby na spotkanie z pędzącą ciężarówką, gdyby mogli ją zahamować. Dlatego spodziewam się, że w wielu przypadkach okres spłaty jedynie odsetek zostanie po prostu przedłużony o kolejny rok, dwa lata, może trzy lata. Chyba że ktoś wymyśli bardziej wyrafinowaną metodę rozwiązania problemu – mam jednak nadzieję, że jego elementem nie będą kolejne wysokooprocentowane produkty sekurytyzacyjne sprzedawane na całym świecie ;-)

9 komentarzy

  1. tej bomby nie można ignorować. lont już się tli. znów będzie perfidna zagrywka dołująca złotego i nawrót bessy. dlatego proponuję zmienić nazwę strony na http://www.besssa.pl bo hossy to nie ma – jakby ktoś nie zauważył – od 3 lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.