Złoto idzie na 1500 USD. Będzie krach na giełdzie?

Od razu uspokajam… Kurs złota może przekroczyć za rok 1500 USD, ale będzie to jednak bardziej efekt taniejącego dolara niż obaw o krach na giełdach akcji.

Do ponad 1130 USD skoczyła dziś na rynku spot cena za uncję złota na największej giełdzie surowcowej świata – NYMEX-COMEX w Nowym Jorku. Tempo zwyżki kursu żółtego kruszcu przybiera na sile. Jeśli pominiemy rynkowe zawirowania z przełomu 2008/2009 i początku tego roku, to zauważymy, że kurs złota spot na trwale przebił 900 USD na początku maja. Zwyżka o kolejne 100 USD zabrała cztery miesiące (11 września). Tymczasem następne 100 USD zobaczyliśmy w notowaniach złota już po dwóch miesiącach. Tym samym sprawdziły się moje prognozy z października, które oparłem na bardzo wyraźnych sygnałach z rynku opcji na złoto. Szybkie przekroczenie poziomu 1100 USD za uncję złota wydawało się pewne, podczas gdy poziom 1200 USD –  mało realny.

Co dzieje się teraz? Obecnie rekordowa liczba otwartych pozycji (LOP) na grudniowych seriach derywatów jest rolowana na późniejsze okresy. Na rynku opcji kupna złota po 1200 USD z lutowej serii LOP skoczyła od połowy października o 70 proc. i przekroczyła 10 tys. Stawka gry jedynie na tym instrumencie wynosi więc już ponad 1 mld USD (kontrakt opcyjny opiewa na 100 uncji złota). Od końca października dynamicznie zaczęła rosnąć też rynkowa cena tych opcji. Coraz większa część inwestorów spodziewa się więc, że zakup uncji złota po 1200 USD za nieco ponad trzy miesiące będzie się opłacał. Jednocześnie rynek terminowy nie liczy na razie na dużo więcej. Zainteresowanie opcjami kupna złota po 1300 USD jest o połowę niższe, a premia opcyjna – wciąż nikła.

Mocny wzrost zainteresowania złotem i nowe rekordy jego kursu, które w ostatnich tygodniach współistnieją z nowymi szczytami indeksów akcji, kreślą dwa scenariusze. Podbijanie cen kruszcu w dolarach jest wyrazem zabezpieczania się dużych inwestorów, którzy przeczuwają rychłe załamanie rynków akcji lub świadczy o zwiększających się obawach posiadaczy dolarowych aktywów wobec spadającej wartości amerykańskiej waluty. Czy dla naszego rynku do duża różnica? Wręcz kluczowa. W pierwszym przypadku, głęboka korekta giełd akcji w Nowym Jorku czy Londynie pociągnęłaby za sobą mocne przeceny na innych rynkach, w tym w Warszawie. W drugim scenariuszu, nasz parkiet znalazłby się na wygranej pozycji. Zniżkujący dolar to rosnące w siłę euro, a za nim złoty. Taka perspektywa zawsze przemawia do wyobraźni zagranicznych inwestorów, którzy doważają swe portfele polskimi akcjami, by zyskać podwójnie – na akcjach i na zmianach kursu walutowego.

Pewności co do intencji „grubych ryb” mieć nie można. Sygnały, jakie wysyła jednak rynek, przemawiają za optymistycznym scenariuszem dla GPW i innych giełd naszego regionu. Dlaczego? Wystarczy popatrzeć na dynamiczne cofnięcie zwyżki kursu złota na czwartkowej sesji w takt wyraźnie zyskującego dolara (to jednak tylko korekta po zbliżeniu się EUR/USD do bardzo silnego oporu 1,505) i zwyżkę cen złota dziś przy taniejącym dolarze. Widać więc, że to obawy o wartość aktywów kwotowanych w tej walucie spędzają dużym inwestorom sen z powiek. Co więcej, niedawne ustalenia szczytu G20 zwiększyły presję na dalsze osłabienie USD, a wiele prognoz renomowanych instytucji mówi wprost o długotrwałym trendzie zniżkowym dolara. Tezę, że złoto stało się orężem globalnych instytucji wobec postępującej destrukcji siły dolara, potwierdza rynek terminowy. Wskazuje on na oczekiwanie systematycznego spadku realnej wartości USD. LOP opcji na zakup złota po 1500 USD w grudniu 2010 r. skoczyła w miesiąc o prawie jedną trzecią, do blisko 4 tys. (kurs utrzymuje się przy 40 USD). Tymczasem zainteresowanie kupnem złota w tym samym czasie po 1300 USD jest o 90 proc. niższe. Czyżby mało kto wierzył, że złoto nominalnie zdrożeje „jedynie” o kolejne 200 USD? Niektórzy, jak np. Nouriel Roubini od dawna przepowiadają załamanie rynku surowców. Kiedyś wreszcie trafią, ale dopóki ich kursy będą liczone w dolarach, dopóty „hossa” będzie mogła być napędzana taniejącą walutą.

Krajowi inwestorzy, którzy dochody i inwestycje liczą w złotych, nie powinni ulegać hossie na rynku złota. Od dłuższego czasu zwracam uwagę, że polska perspektywa znacznie różni się od amerykańskiej, a pierwszą rolę odgrywają w niej wahania kursów walutowych. Są one przecież dużo większe, niż w przypadku kursu złota. Dlatego tegoroczny szczyt kursu złota w naszej walucie obserwowaliśmy pod koniec lutego (prawie 3,8 tys. zł za uncję), minimum w sierpniu (poniżej 2,7 tys. zł), a od początku listopada kruszec w złotych tanieje i uncja kosztuje już poniżej 3,1 tys. zł.

Zawartość tego serwisu to wyraz osobistych poglądów autora, które nie stanowią “rekomendacji” w rozumieniu przepisów prawa, a każdy element serwisu hosssa.pl jest chroniony prawem autorskim.
Przeczytaj “
Prawa autorskie i zastrzeżenia prawne.

2 komentarze

  1. Nuriel Rubini trafi faktycznie tak jak Kuczyński z Xelion z bessą którą wieszczył od 2005r. Ile ludzie przez niego nie zarobili to pewnie trudno policzyć. Ale trafił w 2008 r. haha Rubini też będzie strugał mądrego, chodził po TV i lansował się na prawie Boga, bo też trafi. Ale w tej grze najważniejszy jest TIMING! A teraz zabawa jeszcze potrwa na surowcach, a na złocie to już na pewno dojdzie najpierw do 1500, potem do 2000 śmieciowych dolarów. Na wykresach będzie ładnie wyglądało, miliardy dolarów zarobią wtajemniczeni, a nasi zamiast sprzedawać złoto to kupują. A przecież w złotych to inaczej niż w dolarach. Kiedy NBP i inwestorzy to zauważą? No i te rezerwy dolarowe NBP. Prof. Rybiński wywalał dolary, ale Skrzypek dalej ładuje do skarbca. Dlaczego?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.